| | | |
Gdy tylko odnajdę siebie.
| | | | |
|
| | | |
2010-04-01 13:56
Wykrzyczał mi i pokazał jak wszystko co dobre niszczę, zabijam, że nie umiem kochać,że jestem tak samo mordercza jak moja matka. Było to we wtorek 30.03.2010r. Czuję pustkę i ogromne przerażenie. Zabrano mi ostatnią nadzieję. I jeszcze to, że jestem szarą niepozorną tak jak moja matka myszką, a niszczę z wyjątkowo wyrafinowaną precyzją. I jeszcze to, że lekceważę wszystkie rady, wszelką pomoc. Bawię się słowami i robię z życia teatr. Stoję na szczycie unicestwienia i samowładczo pilnuję swojego królestwa. Wspiera mnie w tym poczucie wyższości. Nie potrafię zaufać ludziom, że są do mnie pozytywnie uosobieni. Swoją destrukcją niszczę ich radość przebywania ze mną. Efekt: nienawiść do siebie tym większa im bardziej brzydzę się swoją matką. Najgorsze jest to, że cała moja wściekłość i destrukcja jest wymierzona w moją kobiecość i kumuluje się w jajnikach i mnie bolą. Chcę zakończyć terapię. Czuję się nią totalnie przesycona i potwornie zmęczona. Wszystko kręci się wokół niej. Moje myśli, uczucia, wakacje spędzane w domu bo za sesje na których byłabym nieobecna muszę płacić, rozrywki na których nie byłam bo brak pieniędzy. Poza tym wreszcie zrozumiałam, że demon destrukcji dziedziczony z pokolenia na pokolenie jest chorobą nieuleczalną, której skutki mogę tylko łagodzić. A na koniec sen: na ulicy gdzie mieszka kobiecość o imieniu Ela jedzie za mną czarny smochód z czarnymi szybami za którymi widać czarną postać kierowcy (kojarzy mi się z materializowanym cieniem). Jestem przerażona, chce mnie zgwałcić. Wiem, że nie mogę liczyć na pomoc ludzi. Wreszcie intuicyjnie dobiegam do grupy młodych kobiet w nadziei, że ich uroda odciągnie go ode mnie.
Napisz komentarz
1 komentarzy
2010-03-01 20:59
Zaczynam staczać bój z moimi lękami i kompleksami. Pomaga mi w tym książka Psychologia Jungowska. 5 lat terapii sprawiło, że czytam ją z zupełnie innym zrozumieniem i świadomością niż kiedyś. Zaczynam myśleć - twórczo myśleć. Poza tym wczoraj przeżyłam myślę, że coś bardzo dobrego dla mnie w efekcie końcowym. Gdy byłam u mamy nagle w połowie rozmowy uświadomiłam sobie, że zamordowała nas. Czułam się jakby ktoś właśnie w tej chwili objawił przede mną prawdę i jej historię "oto matka twoja morderczyni i twój brak - jej najbardziej dramatyczna ofiara mordu. Jesteś jej ofiarą i jednocześnie kontynuatorem jej mordu dokonywanego na samej sobie". B. dramatyczne przeżycie. To było wczoraj. Poczułam wściekłość, bezsilny gniew i nienawiść. Dzisiaj nic już nie czuję. Chciałabym żeby umarła. Zaczynam rozumieć misia do bicia Kaw. choć wciąż sobie nie wyobrażam sobie wyżywania się na nim. Rozumiem też Dig. gdy namawiał mnie gorąco aby wyrzucić matce cały swój ból. Niestety wtedy jeszcze go nie czułam. Rozumiałam go na poziomie czysto intelektualnym. Wczoraj zaś doznałam wstrząsu. Myślę, że gdy umrze - oczywiście w sensie psychologicznym -pokocham ją prawdziwą miłością.
Napisz komentarz
0 komentarzy
2010-02-28 10:16
To tylko złudzenie, że kocham Krzyśka. Raczej kocham to co mi dawał - wolność. Jego depresje, stany lękowe i w efekcie końcowym wożenie się na mnie doprowadziłyby mnie do śmierci. A przecież tęsknię za nim. Tylko, że gdy się pojawiał to czułam do niego niechęć. Drażnił mnie jego uśmiech, jego zapach. Ale mogłam za to uprawiać razem z nim psychiczną masturbację, nawet jeśli i tego nie znosiłam z nim robić.
Napisz komentarz
0 komentarzy
2010-02-26 22:20
Leżeć blisko siebie. Czuć jego ciepło, szeptać do siebie słowa. Nie można żyć bez miłości. Po co jej pragnienie we mnie rozbudzał? Tak bardzo cieszyłam się z tego co już uzyskałam. A teraz tylko pustka mnie wchłania. Wysysa energię kropla po kropli aż do zemdlenia prawie. Mame zadręczam swoim humorem, na bracie się wyżywam aby potem mieć wyrzuty sumienia i czuć się doszczętnie zdegustowanym. Nic mnie już nie cieszy. Wtorkowa nieobecność D. uświadomiła mi, że jestem sztucznie podtrzymywana przy życiu podłączona do jego energii.
Napisz komentarz
1 komentarzy
2010-02-23 23:14
Przyniósł sałatkę. Było w niej wszystko na co tylko facet przy robieniu sałatki może wpaść: tuńczyk w oleju własnym, wszystkie rodzaje kaszy, pomidor z puszki, jajko, papryka, ziemniaki, wszystkie możliwe przyprawy, cytryna. Tak bardzo był przejęty swoim kulinarnym dziełem, że nie mógł się doczekać kiedy wreszcie jej spróbujemy i powiemy co my na to. Też byłam jej ciekawa, bo jestem łakoma na witaminy. Spróbowałam i zatkało mnie. A on patrzył na moją reakcję z napięciem. Nie miałam sumienia powiedzieć, że smak jest tak dziwny i chaotyczny jak dziwny i chaotyczny jest jej skład. "Wspaniała - krzyknęłam z zachwytem - ma bardzo oryginalny smak. Zawsze uważałam, że faceci powinni gotować bo mają odwagę do podejmowania ryzyka w przeciwieństwie do kobiet". A on się upewniał i promieniał co większą radością niczym dziecko. Warto, warto było pochwalić sałatkę żeby zobaczyć jego rozanielone oczy. Zresztą naprawdę coś w niej było bo zjadłam jej sporo.
Napisz komentarz
1 komentarzy
2010-02-23 21:54
Tyle razy powtarzał mi, że jestem zwykłą kobietą aż wreszcie zrozumiałam, że faceci nie rzucą się do usługiwania mi. To ja muszę im przypominać żeby przynieśli mi krzesło. Od tego jak wyrażę swoje pragnienie zależy czy zaczną traktować mnie jak kobietę. A poza tym jest mi smutno. Ku mojemu zaskoczeniu posprzątałam dzisiaj mieszkanie i umyłam okna. Tak bardzo zapragnęłam podzielić się efektem pracy i radością. Niestety, była tylko pustka. I jeszcze smutek bo on nawalił. Chociaż dzisiejszy incydent uświadomił mi, że być może bardziej potrzebuję przyjaciela niż psychoterapeuty. Obawiam się, że coraz bardziej staje się substytutem tego pierwszego. A poza tym jestem rozdarta między poczuciem wyższości i niższości.
Napisz komentarz
1 komentarzy
[1]
[2]
[3]
[4]
[5]
[6]
[7]
[8]
[9]
>>
| | | | |
|