| | | |
Gdy tylko odnajdę siebie.
| | | | |
|
| | | |
2010-02-23 21:26
Parę tygodni temu w jego wypowiedzi między wierszami usłyszałam jakby pragnienie bycia moim nauczycielem. Życie nagle nabrało jeśli nie sensu to wartości. Jest ktoś (b. ważne to, że nie jest moim facetem) komu zależy na mnie. Syciłam się tym i syciłam. Pierwszy raz w życiu czegoś takiego doznałam. Boże, byłabym zupełnie inną osobą gdyby rodzice pokazali mi, że coś dla nich znaczę. Tydzień temu pokazał mi co to znaczy opowiadać o czymś pozytywnym. Po sesji czułam się spełniona i usatysfakcjonowana rozmową. Boże, jak mu trudno mówić komplementy. Z najwyższym trudem wycisnął z siebie "teraz znacznie lepiej mi się z tobą pracuje". Radość trzymała mnie aż do dzisiaj. Dzisiaj nie przyszedł na spotkanie. A tak na nie czekałam, żeby kontynuować dalszy ciąg poprzedniej sesji. A poza tym wczorajsza wiadomość od A., że bierze psychotropy wstrząsnęła mnie i przeraziła. B. boję się choroby psychicznej. Potrzebowałam wzmocnienia i chciałam dowiedzieć się czegoś więcej na temat natręctw. Niestety, spotkam się z nim za tydzień. Proponował wcześniejsze spotkanie jeszcze w tym tygodniu, ale odmówiłam. Musiałam tak zrobić. Sam mnie do tego zmusił. Gdy chora prosiłam o przełożenie sesji odmówił i kazał zapłacić za sesję, która się nie odbyła. Wiem, że takie zasady panują w terapii psychoanalitycznej, a jednak uważam, że wtedy to był tylko i wyłącznie brak dobrej woli z jego strony i zwykła złośliwość. Do tej pory nie wierzę w to co się wtedy wydarzyło. Dzisiejsza odmowa nie przyszła mi łatwo. Było mi go żal. W końcu czuję teraz smutek i sama już nie wiem dlaczego. Tak bardzo bym chciała, żeby wszystko dobrze się między nami układało, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że wręcz chorobliwie zależy mi na tym żeby mnie lubił. Mój stosunek do niego odzwierciedla mój stosunek jako dziecka do rodziców. Był bardzo dramatyczny.
Napisz komentarz
Nie ma jeszcze komentarzy do tej notki. Dopisz się jako pierwszy.
| | | | |
|