| | | |
Gdy tylko odnajdę siebie.
| | | | |
|
| | | |
2010-02-28 10:16
To tylko złudzenie, że kocham Krzyśka. Raczej kocham to co mi dawał - wolność. Jego depresje, stany lękowe i w efekcie końcowym wożenie się na mnie doprowadziłyby mnie do śmierci. A przecież tęsknię za nim. Tylko, że gdy się pojawiał to czułam do niego niechęć. Drażnił mnie jego uśmiech, jego zapach. Ale mogłam za to uprawiać razem z nim psychiczną masturbację, nawet jeśli i tego nie znosiłam z nim robić.
Napisz komentarz
0 komentarzy
2010-02-26 22:20
Leżeć blisko siebie. Czuć jego ciepło, szeptać do siebie słowa. Nie można żyć bez miłości. Po co jej pragnienie we mnie rozbudzał? Tak bardzo cieszyłam się z tego co już uzyskałam. A teraz tylko pustka mnie wchłania. Wysysa energię kropla po kropli aż do zemdlenia prawie. Mame zadręczam swoim humorem, na bracie się wyżywam aby potem mieć wyrzuty sumienia i czuć się doszczętnie zdegustowanym. Nic mnie już nie cieszy. Wtorkowa nieobecność D. uświadomiła mi, że jestem sztucznie podtrzymywana przy życiu podłączona do jego energii.
Napisz komentarz
0 komentarzy
2010-02-23 23:14
Przyniósł sałatkę. Było w niej wszystko na co tylko facet przy robieniu sałatki może wpaść: tuńczyk w oleju własnym, wszystkie rodzaje kaszy, pomidor z puszki, jajko, papryka, ziemniaki, wszystkie możliwe przyprawy, cytryna. Tak bardzo był przejęty swoim kulinarnym dziełem, że nie mógł się doczekać kiedy wreszcie jej spróbujemy i powiemy co my na to. Też byłam jej ciekawa, bo jestem łakoma na witaminy. Spróbowałam i zatkało mnie. A on patrzył na moją reakcję z napięciem. Nie miałam sumienia powiedzieć, że smak jest tak dziwny i chaotyczny jak dziwny i chaotyczny jest jej skład. "Wspaniała - krzyknęłam z zachwytem - ma bardzo oryginalny smak. Zawsze uważałam, że faceci powinni gotować bo mają odwagę do podejmowania ryzyka w przeciwieństwie do kobiet". A on się upewniał i promieniał co większą radością niczym dziecko. Warto, warto było pochwalić sałatkę żeby zobaczyć jego rozanielone oczy. Zresztą naprawdę coś w niej było bo zjadłam jej sporo.
Napisz komentarz
0 komentarzy
2010-02-23 21:54
Tyle razy powtarzał mi, że jestem zwykłą kobietą aż wreszcie zrozumiałam, że faceci nie rzucą się do usługiwania mi. To ja muszę im przypominać żeby przynieśli mi krzesło. Od tego jak wyrażę swoje pragnienie zależy czy zaczną traktować mnie jak kobietę. A poza tym jest mi smutno. Ku mojemu zaskoczeniu posprzątałam dzisiaj mieszkanie i umyłam okna. Tak bardzo zapragnęłam podzielić się efektem pracy i radością. Niestety, była tylko pustka. I jeszcze smutek bo on nawalił. Chociaż dzisiejszy incydent uświadomił mi, że być może bardziej potrzebuję przyjaciela niż psychoterapeuty. Obawiam się, że coraz bardziej staje się substytutem tego pierwszego. A poza tym jestem rozdarta między poczuciem wyższości i niższości.
Napisz komentarz
0 komentarzy
2010-02-23 21:26
Parę tygodni temu w jego wypowiedzi między wierszami usłyszałam jakby pragnienie bycia moim nauczycielem. Życie nagle nabrało jeśli nie sensu to wartości. Jest ktoś (b. ważne to, że nie jest moim facetem) komu zależy na mnie. Syciłam się tym i syciłam. Pierwszy raz w życiu czegoś takiego doznałam. Boże, byłabym zupełnie inną osobą gdyby rodzice pokazali mi, że coś dla nich znaczę. Tydzień temu pokazał mi co to znaczy opowiadać o czymś pozytywnym. Po sesji czułam się spełniona i usatysfakcjonowana rozmową. Boże, jak mu trudno mówić komplementy. Z najwyższym trudem wycisnął z siebie "teraz znacznie lepiej mi się z tobą pracuje". Radość trzymała mnie aż do dzisiaj. Dzisiaj nie przyszedł na spotkanie. A tak na nie czekałam, żeby kontynuować dalszy ciąg poprzedniej sesji. A poza tym wczorajsza wiadomość od A., że bierze psychotropy wstrząsnęła mnie i przeraziła. B. boję się choroby psychicznej. Potrzebowałam wzmocnienia i chciałam dowiedzieć się czegoś więcej na temat natręctw. Niestety, spotkam się z nim za tydzień. Proponował wcześniejsze spotkanie jeszcze w tym tygodniu, ale odmówiłam. Musiałam tak zrobić. Sam mnie do tego zmusił. Gdy chora prosiłam o przełożenie sesji odmówił i kazał zapłacić za sesję, która się nie odbyła. Wiem, że takie zasady panują w terapii psychoanalitycznej, a jednak uważam, że wtedy to był tylko i wyłącznie brak dobrej woli z jego strony i zwykła złośliwość. Do tej pory nie wierzę w to co się wtedy wydarzyło. Dzisiejsza odmowa nie przyszła mi łatwo. Było mi go żal. W końcu czuję teraz smutek i sama już nie wiem dlaczego. Tak bardzo bym chciała, żeby wszystko dobrze się między nami układało, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że wręcz chorobliwie zależy mi na tym żeby mnie lubił. Mój stosunek do niego odzwierciedla mój stosunek jako dziecka do rodziców. Był bardzo dramatyczny.
Napisz komentarz
0 komentarzy
2010-02-05 12:16
Rozbudza we mnie pragnienia, które nie mogą być spełnione. Po co to robisz? - zapytałam. Zarzucił mi, że go obwiniam. Może ma rację. . . . Przychodzę tutaj żeby się rozwijać, nauczyć zdobywać to czego chcę. Oduczyć się bierności. Tak, chcę bliskości z drugim człowiekiem, chcę bliskości dwóch ciał. Tylko jeśli nie może być zrealizowane to czego chcę, to czyż nie lepiej zastąpić je np. przyjaźnią, bliskimi kontaktami ze znajomymi, robieniem czegoś twórczego i z tgo czerpać radość i satysfakcje z życia? Niestety, mówienie o wodzie na pustyni sprawia, że cierpię jeszcze bardziej i umieram z pragnienia, zamiast cieszyć się tymi paroma kroplami, które jeszcze zostały w bukłaku.
Napisz komentarz
0 komentarzy
[1]
[2]
>>
| | | | |
|